Historia – mentee w drugiej edycji programu mentoringowego Agro Woman – zaczęła się od miłości do owiec. Już jako dziecko wychowane w mieście marzyła o tym, żeby pracować z owcami i związać z nimi swoją przyszłość. Najpierw wybrała studia zootechniczne. Z czasem okazało się jednak, że aby jeszcze lepiej zajmować się swoim stadem, potrzebuje również wiedzy weterynaryjnej. Dlatego zdecydowała się na kolejny krok i rozpoczęła studia weterynaryjne.
Oliwia, co jest dla Ciebie najważniejsze w byciu rolniczką?
Najważniejsza jest odpowiedzialność – za jakość żywności oraz hodowane zwierzęta. Wszystkie produkty, jakie produkujemy, pochodzą z mleka uzyskanego od naszych owiec. Jako rolnicy gwarantujemy bezpieczeństwo i jakość żywnościową i to jest dla mnie ogromnie ważne w prowadzeniu całego gospodarstwa.
Moim zdaniem kobiety rolniczki wyróżnia niesamowite samozaparcie, dążenie do celu mimo przeciwności losu oraz ogromna siła woli i wytrwałość. W naszym zawodzie nie możemy liczyć na wymówki. Niezależnie od pogody, humoru czy dyspozycji danego dnia musimy zwierzęta nakarmić i wydoić.

Jak zmieniało się gospodarstwo od tych pierwszych pięciu owiec?
Razem z mężem Marcinem prowadzę niewielkie gospodarstwo w Kaczorach w północnej Wielkopolsce. Zaczynaliśmy w 2020 roku od pięciu owiec. Dziś mamy ich 25 i produkujemy sery owcze pod marką KUB w ramach Rolniczego Handlu Detalicznego.
Przez te kilka lat wyremontowaliśmy owczarnię i dojarnię, opracowaliśmy własne receptury i zbudowaliśmy markę, która została doceniona również na konkursach – nasze sery zdobyły medale we Francji i podczas Podlaskiego Święta Sera.
Ale rozwój gospodarstwa to nie tylko liczby i nagrody. To również droga do tego, by uwierzyć, że to, co robimy – hodowla owiec – może być pełnoprawnym biznesem, a nie tylko hobby.
Czy właśnie ta droga od hobby do prawdziwego biznesu była jednym z większych wyzwań?
Wciąż jest to bardzo duże wyzwanie. Cały czas muszę udowadniać, że jako kobieta rolniczka jestem wartościowa, a hodowla owiec to nie hobby, tylko codzienna, odpowiedzialna praca.
Często spotykam się z oceną hodowli owiec jako niszowej i niedochodowej dziedziny rolnictwa, przez co nie zawsze jestem traktowana poważnie. Problemem jest również zdobycie finansowania oraz znalezienie dobrego doradcy rolniczego.
Myślę jednak, że największym wyzwaniem dla mnie było uwierzenie we własne siły i zburzenie takiego mitu, że jestem „małą, nic nieznaczącą kobietą z miasta”, która przyjechała na wieś i wymyśliła sobie gospodarstwo.
Kilka lat zajęło mi zrozumienie, że jako inżynier zootechniki i lekarz weterynarii jestem doskonale przygotowana do prowadzenia gospodarstwa i hodowli owiec.
To chyba jedna z najważniejszych zmian, jakie dokonały się w tym czasie – nie tylko rozwój gospodarstwa, ale również wiara we własne kompetencje.
„Kocham owce. Są po prostu super.”
To zdanie Oliwii właściwie mówi wszystko. Bo za gospodarstwem, serami, produkcją i codziennymi obowiązkami nadal stoi przede wszystkim miłość do zwierząt.
Co daje Ci największą satysfakcję?
Kontakt z owcami. Największą radość daje mi moment, kiedy z ich mleka powstają doskonałe sery. Cieszę się również, kiedy mogę po prostu usiąść na progu owczarni i wsłuchać się w szum drzew, wiatr i odgłosy owiec, które skubią trawę.
Bardzo motywujące są dla mnie rozmowy z klientami i ich opinie o naszych serach. Cieszy mnie też sytuacja, kiedy ktoś odbiera od nas jagnięta do hodowli, a później wyrastają one na piękne matki i ojców swoich stad.
Za tymi spokojnymi chwilami stoi jednak bardzo intensywna codzienność. Dój, produkcja serów, pakowanie zamówień, ich rozwożenie i wieczorny obrządek zwierząt.
Czy przy takim trybie pracy można jeszcze znaleźć czas dla siebie?
To jest bardzo trudne. Każdy dzień jest bardzo intensywny. Rano doję owce, wstawiam sery, następnie pakuję zamówienia i rozwożę je po okolicy. Po powrocie czeka na mnie dalsza praca z serami i wieczorny obrządek zwierząt.
W niektóre dni jeżdżę również do pacjentów jako lekarz weterynarii. Nie udało mi się jeszcze znaleźć złotego środka. Mam listę książek do przeczytania w wolnym czasie i moim ważnym marzeniem jest móc kiedyś przeczytać je w spokoju.
W gospodarstwie tradycja spotyka się z nowoczesnością. Sery powstają od zera, bez sztucznych dodatków, ale tam, gdzie technologia może ułatwić pracę, pojawiają się nowoczesne rozwiązania. Jak łączysz te dwa światy?
Dla mnie tradycja to tworzenie serów od zera, bez sztucznych dodatków.
Jeśli mogę skorzystać z nowoczesnych technologii, takich jak dojarka czy kocioł serowarski, oczywiście wybieram nowoczesność. Uważam, że nie musimy wybierać między tradycją a nowoczesnością. Możemy korzystać z tego, co ułatwia nam pracę, jednocześnie zachowując sposób tworzenia produktu, który jest dla nas ważny.
A skoro mowa o produkcie, jego jakość zaczyna się dużo wcześniej niż w serowarni. Zaczyna się od zwierząt.

Czym dla Ciebie jest dobrostan owiec?
Dobrostan to mój numer jeden. Owce mają czysto, dużo miejsca, dostęp do okólnika i pastwiska. Są zabezpieczane przed kleszczami i muchami. Regularnie są strzyżone, szczepione i mają korygowane racice.
Ich dieta jest urozmaicona i pełnowartościowa, z dodatkiem ziół. Zależy mi na tym, żeby były zdrowe i miały dobre warunki do życia.
Własne mleko trafia później do serowarni. Zamiast sprzedawać wyłącznie surowiec, zdecydowaliście się stworzyć własny produkt i markę. Dlaczego?
Chcieliśmy stworzyć produkt, który będzie bezpośrednio wynikał z naszej hodowli. Tworzymy ręcznie sery owcze. Są to produkty premium i mamy bardzo szeroką grupę odbiorców.
Największym wyzwaniem jest organizacja czasu – trzeba połączyć pracę przy zwierzętach, robienie serów i rozwożenie zamówień.
Dlatego bardzo ważne są dla nas media społecznościowe. Facebook, Instagram i TikTok to nasze podstawowe narzędzia marketingowe. Dzięki nim możemy pokazywać nie tylko sery, ale również to, co dzieje się w gospodarstwie.
Prowadzenie gospodarstwa, hodowla i własne przetwórstwo wymagają ciągłego zdobywania wiedzy. Jak ważny jest dla Ciebie rozwój?
Szkolenia to dla mnie podstawa pracy w rolnictwie. Cały czas jeżdżę na kursy serowarskie i szkolenia z zakresu bezpieczeństwa żywności, podatków w rolnictwie czy hodowli zwierząt. Brałam również udział w szkoleniach dotyczących serów miękkich i pleśniowych oraz konferencjach dotyczących kobiet na wsi, tak jak program Agro Woman, w którym miałam okazję wziąć udział, i finansów w rolnictwie.
Chcę być coraz lepsza w tym, co robię, dlatego korzystam z każdej możliwości zdobywania wiedzy. Wiedza to jednak tylko jedna część tej drogi. Drugą jest pewność siebie i świadomość, że nie trzeba wszystkiego robić samemu.
Czego najbardziej potrzebują dziś kobiety w rolnictwie?
Myślę, że główna trudność to brak pewności siebie. Potrzebne są również lepiej działające struktury doradcze i platforma internetowa, na której rolniczki mogłyby tworzyć kobiecą, rolniczą społeczność.
Sama bardzo cenię kontakty z innymi kobietami. Możemy się motywować, wymieniać doświadczeniami i po prostu wiedzieć, że nie jesteśmy same. Cieszę się, że są takie inicjatywy jak Agro Woman, bo to pozwala nam, kobietom ze wsi, budować relacje i wymieniać doświadczenia.
Takie wsparcie może być szczególnie ważne wtedy, kiedy dopiero zaczynamy wierzyć we własne możliwości.

Kto jest dla Ciebie inspiracją?
Mam swoje kobiece wzorce – między innymi Anetę Pająk, Magdalenę Lewandowską, Emilię Witkowską i Bożenę Bochenek, moją mentorkę w programie mentoringowym. Cenię kobiety, które działają, rozwijają swoje gospodarstwa i nie boją się wychodzić poza utarte schematy.
A co chciałabyś powiedzieć kobietom, które dopiero zaczynają swoją drogę w rolnictwie?
Żeby nie bały się iść po swoje. Żeby wierzyły, że mogą osiągnąć to samo, co mężczyźni rolnicy.
To proste zdanie dobrze podsumowuje historię Oliwii. Od pięciu owiec do własnej marki, od marzenia z dzieciństwa do gospodarstwa, które jest dziś jednocześnie miejscem hodowli, produkcji i pracy zawodowej.
Jak widzisz swoją przyszłość?
Chcę dalej rozwijać gospodarstwo i serowarnię, prowadzić warsztaty serowarskie i wykłady edukujące o zdrowej żywności, serach rzemieślniczych i zagrodowych, owcach oraz owczym mleku. Chciałabym rozwijać się jako Owczo-serowarska Liderka. Chcę też rozwijać media społecznościowe i uczyć się jeszcze lepiej przekazywać wiedzę oraz emocje.

A o czym marzysz?
Marzę o wyjeździe do Francji – do serowarki, której jeszcze nie poznałam, a która podobnie jak ja hoduje owce i robi sery zagrodowe. Chcę też brać udział w kolejnych programach mentoringowych, żeby być jeszcze lepsza w tym, co robię.
Mam również listę książek do przeczytania i moim marzeniem jest móc kiedyś spokojnie po nie sięgnąć. Może właśnie w tej liście marzeń jest najwięcej prawdy o tej historii. Bo rozwój gospodarstwa nie zawsze oznacza wielkie inwestycje i spektakularne zmiany. Czasem oznacza po prostu kolejną decyzję, kolejny krok i kolejną rzecz, której chcemy się nauczyć.
Oliwia zaczynała od pięciu owiec. Dziś ma własne stado, serowarnię i markę, którą konsekwentnie rozwija. A przede wszystkim – coraz mocniejsze przekonanie, że naprawdę jest na swoim miejscu.
KUB – sery owcze w kilku słowach
Specjalizacja: hodowla owiec mlecznych i produkcja ręcznie robionych serów owczych
Stado: 25 owiec mlecznych
Marka: KUB – sery owcze
Filozofia: dobrostan zwierząt, jakość i produkcja od własnego stada do gotowego produktu
Cel: rozwój gospodarstwa i serowarni, edukowanie o owcach i serach rzemieślniczych oraz budowanie marki opartej na wiedzy, jakości i autentyczności