Rolnik nie musi być anonimowy. Jak z rodzinnego gospodarstwa stworzyć markę, której klienci ufają? - Agro Woman Rolnik nie musi być anonimowy. Jak z rodzinnego gospodarstwa stworzyć markę, której klienci ufają? - Agro WomanAgro Woman

Rolnik nie musi być anonimowy. Jak z rodzinnego gospodarstwa stworzyć markę, której klienci ufają?

Jeszcze kilka lat temu owoce z rodzinnego gospodarstwa trafiały głównie do sprzedaży hurtowej. Dziś klienci przyjeżdżają specjalnie po truskawki, maliny, soki i dżemy, a Owocowa Kryjówka stała się marką kojarzoną z jakością, lokalnością i zaufaniem. To przykład tego, że współczesne rolnictwo to już nie tylko uprawa i zbiór, ale również przedsiębiorczość, marketing i budowanie relacji z odbiorcami. O drodze od rodzinnego gospodarstwa do rozpoznawalnej marki rozmawiamy z właścicielką Owocowej Kryjówki.

Zdecydowanie sposób na życie. W tej pracy nie ma dwóch takich samych dni. Pogoda, natura i wiele innych czynników każdego dnia pokazują nam, że nie wszystko jesteśmy w stanie zaplanować.

Jednocześnie daje ogromną satysfakcję. Kiedy po wielu miesiącach pielęgnacji roślin zbieramy owoce, a później słyszymy od klientów, że smakują tak, jak pamiętają z dzieciństwa, wiemy, że ten wysiłek miał sens.

Dla mnie najważniejsza jest odpowiedzialność. Sprzedajemy produkty pod własnym nazwiskiem, dlatego nie możemy pozwolić sobie na kompromisy dotyczące jakości.

Moi rodzice od wielu lat prowadzą duże gospodarstwo nastawione głównie na sprzedaż hurtową. Bardzo to szanujemy, ale razem z mężem czuliśmy, że chcemy stworzyć coś własnego i pójść własną drogą.

Zależało nam przede wszystkim na kontakcie z ludźmi. Chcieliśmy wiedzieć, kto kupuje nasze owoce, rozmawiać z klientami i pokazać, że za produktem stoją konkretne osoby, a nie anonimowy dostawca.

Tak powstała Owocowa Kryjówka – miejsce zlokalizowane w Gąsawach, na skraju Szamotuł w województwie wielkopolskim, które od początku miało oznaczać jakość, autentyczność i zaufanie.

To był świadomy kierunek rozwoju. Nie chcieliśmy, aby nasza praca kończyła się w momencie zbiorów.

Marzyliśmy o tym, żeby zamknąć smak lata w słoiku. Dlatego zaczęliśmy tworzyć własne soki, syropy i dżemy wyłącznie z owoców pochodzących z naszego gospodarstwa.

Dzięki temu mamy kontrolę nad całym procesem – od przygotowania gleby, przez pielęgnację roślin, aż po produkt, który trafia do klienta. To właśnie rozumiemy przez ideę „od pola do stołu”.

Od początku uważałam, że rolnictwo zasługuje na dobrą oprawę. Produkt wysokiej jakości powinien być równie dobrze pokazany.

Dlatego dbamy o wygląd naszych stoisk, opakowań oraz komunikację w mediach społecznościowych. Nawet nasz domek sprzedażowy nawiązuje do lokalnej tradycji poprzez motyw haftu szamotulskiego, który pojawia się również na etykietach naszych produktów.

Na początku nie wszyscy byli przekonani, że takie działania mają sens. Dziś widzimy, że klienci doceniają spójność, estetykę i historię, która stoi za produktem.

Pracujemy razem i bardzo dobrze się uzupełniamy.

Mój mąż, Mateusz, odpowiada za produkcję, maszyny, logistykę i organizację pracy w gospodarstwie. Ja zajmuję się marketingiem, sprzedażą, przetwórstwem, mediami społecznościowymi oraz formalnościami.

Najważniejsze decyzje zawsze podejmujemy wspólnie. Myślę, że właśnie połączenie naszych kompetencji pozwala nam rozwijać gospodarstwo w wielu kierunkach jednocześnie.

Celowo postawiliśmy na różnorodność. Uprawiamy truskawki, maliny, borówki, porzeczki, agrest, jeżyny, czereśnie, wiśnie, jabłka, gruszki, śliwy i brzoskwinie.

To wymaga dużej organizacji, ale daje nam możliwość oferowania świeżych owoców przez większą część roku i zwiększa stabilność gospodarstwa.

Nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa. Kolejnym etapem rozwoju będzie własna farma dyniowa.

Zdecydowanie tak. Coraz więcej kobiet nie tylko wspiera gospodarstwa, ale również nimi zarządza, rozwija przetwórstwo, buduje marki i odpowiada za sprzedaż oraz promocję.

Mam jednak wrażenie, że wiele kobiet nadal nie docenia własnych kompetencji. 

Bardzo się cieszę, że trafiłam na program mentoringowy do Fundacji AgroWoman. Spotkania z mentorką pomogły mi w rozwoju kompetencji przywódczych, ale także wzmocniły mnie w działaniach marketingowych i sprzedażowych.

Największą radość daje mi klient, który wraca kolejny rok i mówi: „Przyjechaliśmy znowu po Wasze truskawki”.

To jest dla mnie największy dowód, że udało nam się stworzyć coś więcej niż markę. Udało nam się zbudować zaufanie.

Chcemy dalej rozwijać markę Szamotulskie Specjały, tworzyć kolejne regionalne produkty i jeszcze bardziej skracać drogę między producentem a konsumentem.

Marzy nam się miejsce przyjazne rodzinom z dziećmi — takie, gdzie można nie tylko zrobić zakupy, ale również odpocząć, poznać gospodarstwo i zobaczyć, jak wygląda nowoczesne rolnictwo od środka.

Wierzę, że właśnie w tym kierunku będzie rozwijała się polska wieś: bliżej ludzi, bliżej natury i z coraz większym zaufaniem do lokalnych producentów.

Specjalizacja: świeże owoce i przetwory z własnego gospodarstwa
Uprawy: truskawki, maliny, borówki, porzeczki, agrest, jeżyny, czereśnie, wiśnie, jabłka, gruszki, śliwy, morele, dynie i brzoskwinie
Filozofia: „Od pola do stołu” – pełna kontrola nad produkcją i bezpośredni kontakt z klientem
Cel: budowanie nowoczesnej marki opartej na jakości, lokalności i zaufaniu