Dzisiaj w ramach cyklu „Portrety polskich rolniczek” rozmawiamy z Laurie Figeureu-Bidaud – francuską rolniczką, która pokazuje, że bycie rolniczką to także bycie przedsiębiorczynią. Razem z mężem prowadzi gospodarstwo o powierzchni 110 ha w Normandii – ona odpowiada za uprawy, on za hodowlę krów mlecznych. Z wykształcenia inżynier rolnictwa, pełni również funkcję prezeski regionalnej spółdzielni prowadzącej zakład suszarni produktów rolnych. Jest stypendystką i działaczką fundacji Nuffield, która wspiera rozwój liderów w rolnictwie, skupiając się na innowacjach, zarządzaniu i promowaniu lokalnego oraz globalnego przywództwa.

Cały cykl wywiadów znajdziecie tutaj.
Co znaczy dla Ciebie bycie rolniczką?
Bycie rolniczką jest dla mnie równoznaczne z byciem przedsiębiorczynią tyle, że w świecie roślin i zwierząt. Wartości, które mi w tej pracy towarzyszą i które mnie napędzają to pracowitość, cierpliwość, odporność, ale także zdolność do wprowadzania innowacji i zmieniania rzeczywistości. Wszystko to dla dobra nas wszystkich, ponieważ poprzez produkcję żywności, ale również inne produkcje – w moim przypadku również lnu na włókno – oraz poprzez działania środowiskowe, nasza praca kształtuje krajobraz i przyczynia się do ochrony zasobów naturalnych.
A co wyróżnia kobiety w sektorze rolnym?
Myślę, że kobiety są pilnymi uczennicami i bardzo dbają, by wszystko było dobrze zrobione. Jednocześnie są pomysłowe w znajdowaniu rozwiązań problemów, z którymi się spotykają. Niestety, są też przyzwyczajone, żeby walczyć o swoje, co w sumie daje im niezwykłą siłę w radzeniu sobie z typowymi dla naszego zawodu przeciwnościami czy zawirowaniami.
Co daje Ci największą satysfakcję z prowadzenia gospodarstwa?
Nie ulega wątpliwości, że dobre zbiory. Cała produkcja razem wzięta jest najlepszą nagrodą, jaką możemy mieć. W przypadku upraw jest to nie tylko wynik całorocznej pracy, ale także całego płodozmianu, a tym samym całego systemu pracy w naszym gospodarstwie. To samo dotyczy hodowli. Dobra produkcja mleka wynika z faktu, że nasze krowy były zadbane i dobrze odżywiane, to jest również wynikiem naszej kilkuletniej pracy.
Jednak to co mnie najbardziej cieszy i motywuje, to możliwość przyjmowania w naszym gospodarstwie gości tj. praktykantów, uczniów szkół oraz mieszkańców okolicy, których zapraszamy na szkolenia czy po prostu w celu odwiedzenia gospodarstwa. To prawdziwe chwile radości, ponieważ mój mąż i ja uważamy, że ważne jest, aby poświęcić czas na ponowne połączenie ludzi z naturą, która zapewnia im żywność. Jestem przekonana, że zdrowie jest bezpośrednio związane z żywnością, a zatem każde działanie mające na celu podnoszenie świadomości na ten temat przyczynia się również do dobrobytu społeczeństwa.

Jak to się stało, że zostałaś rolniczką?
Jakieś dziesięć lat temu, zaraz po studiach na kierunku „inżynier rolnictwa” pracowałam na stanowisku badawczo-rozwojowym na szczeblu europejskim, w tym czasie zmarła moja mama mająca zaledwie 54 lata, która prowadziła gospodarstwo razem z moim ojcem. To był moment, kiedy poczułam, że chciałabym wrócić do rolnictwa. Wspólnie z mężem zaczęliśmy poważnie rozmawiać o naszym pragnieniu rozpoczęcia działalności gospodarczej w rolnictwie i stworzenia warunków życia blisko natury naszym przyszłym dzieciom. Ostatecznie, podjęłam decyzję o powrocie do rodzinnego gospodarstwa, by prowadzić je u boku ojca.
W tamtym okresie gospodarstwo zajmowało się wyłącznie uprawą (w między czasie przejęliśmy również gospodarstwo zajmujące się hodowlą krów mlecznych) i wydawało mi się koniecznym, z całego szeregu powodów ekonomicznych, politycznych, społecznych itp., aby postawić na dywersyfikację. Postanowiłam więc założyć dodatkowo hodowlę certyfikowanych ekologicznych malin, sprzedawanych w całości w ramach krótkiego łańcucha dostaw w regionie, w którym prawie nikt nie zajmował się tego typu działalnością.
Dobrą stroną tego projektu było to, że ogromnie rozwinęłam moje kompetencje biznesowe (zarządzanie zespołem, plan komunikacji, marketing, zarządzanie klientami itp.). Ten projekt, pozwolił mi przede wszystkim uniezależnić się od mojego ojca, z którym nigdy tak naprawdę nie zgadzałam się co do wyborów dokonywanych w zakresie zarządzania uprawą i który niestety nie potrafił uznać mnie za swojego partnera, bo on widział we mnie wyłącznie swoją córkę.
Złą stroną jednak było to, że nie poświęcałam wystarczająco dużo czasu na działania związane bezpośrednio z naszym gospodarstwem, co prowadziło do głębokich problemów i nieporozumień z moim ojcem. Dzisiaj, w końcu doszliśmy do porozumienia w sprawie zakupu i przejęcia udziałów taty, co pozwoliło mu przejść na emeryturę, a nam na pełne zarządzanie produkcją w naszym gospodarstwie. Okres ten był szczególnie trudny moralnie dla mnie, dla mojego męża i dla naszego małżeństwa.
Jeśli miałabym dać jakąś radę przed podjęciem decyzji o prowadzeniu gospodarstwa wspólnie z rodzicami, to przede wszystkim byłoby nią poświęcenie czasu na uzgodnienie ról każdej osoby, uprawnień decyzyjnych, wykonywanych zadań, wynagrodzenia za pracę oraz opracowanie strategii dla gospodarstwa i porozumienia, co do konsekwencji wynikających z jej wdrożenia.
Ludzie zawsze mają tendencję do uproszczeń, a stereotypy są trudne do zwalczenia. Bycie córką i kobietą w rolnictwie wymusza zmianę postawy wielu ludzi wokół Ciebie, zwłaszcza mężczyzn, a to wymaga czasu. Musisz być uzbrojona w cierpliwość, ale potrzebujesz również wsparcia.

Jak zorganizowana jest codzienna praca w Twoim gospodarstwie?
Jak wspomniałam wcześniej, przez 10 lat pracowałam z moim ojcem, a trzy lata później dołączył do nas mój mąż. Podział zadań był źródłem nieporozumienia, ponieważ mój ojciec zasadniczo chciał, żebym przejęła zadania administracyjne, począwszy od prowadzenia księgowości i spraw kadrowych, a skończywszy na wyborze i zamawianiu roślin do rotacji. Moja działalność związana z produkcją malin pozwoliła mi trochę „wyrwać się z biura” i gospodarstwa.
Dziś, kiedy tata jest już na emeryturze, wróciłam do gospodarstwa i objęłam stanowisko, do którego aspirowałam: mogę bezpośrednio nadzorować, decydować i w pełni uczestniczyć w planowaniu typu upraw. Mój mąż jest odpowiedzialny za hodowlę krów mlecznych. Zgadzamy się co do ogólnej strategii gospodarstwa.
Naszym obecnym wyzwaniem jest posiadanie niezbędnych zasobów ludzkich, abyśmy mogli być obje nieobecni w tym samym czasie, przy jednoczesnym zapewnieniu ciągłości pracy w gospodarstwie zarówno przy inwentarzu żywym, jak i uprawach.
Jak połączyliście tradycję z nowoczesnością w waszym gospodarstwie?
Po objęciu gospodarstwa, mój mąż zdecydował się zainstalować robota udojowego. Poparłam go w tym wyborze i cieszę się, bo to z jednej strony pozwoliło dzieciom odzyskać tatę podczas śniadania, a mnie zyskać pewną elastyczność w moim harmonogramie dnia, tak aby skutecznie wywiązać się z moich zobowiązań.
Niedawno podpisaliśmy również umowę na zakup autonomicznego ciągnika polowego. Jest totalnie innowacyjny. Moja główna motywacja polega na tym, że jestem niezwykle przywiązana do agronomii i zamiast spędzać czas na traktorze, zdecydowanie bardziej wolę spędzać czas na nadzorowaniu ustawień moich maszyn, jakości ich pracy, bo to pozwala mi również wygospodarować czas na inne projekty lub po prostu wykonywać sprawniej moją pracę jako kierowniczka gospodarstwa, albo towarzyszyć moim dzieciom w ich zajęciach.

Jak godzisz pracę w gospodarstwie z życiem rodzinnym i obowiązkami domowymi?
Jeśli chodzi o opiekę nad dziećmi oraz ich edukację, jesteśmy zdani na siebie. Moja teściowa mieszka 5 godzin od nas, pomaga nam w czasie wakacji szkolnych. Do niedawna nie mogliśmy również za bardzo liczyć na pomoc mojego ojca. Nasze siostry nie mieszkają w naszym regionie. Pogodzenie życia rodzinnego i zawodowego jest więc dość skomplikowane. Potrzebowaliśmy świetnych opiekunek/niań, które akceptowały długie dni pracy i minimalny wymiar urlopu. Nasze dzieci są bez wątpienia mistrzami obecności w szkole, przedszkolu i na półkoloniach, nawet jeśli rano wychodzą z domu po podaniu im leku przeciwbólowego. Na co dzień to ja zajmuję się dziećmi rano przed szkołą, wieczorem je odbieram i albo zawożę je na zajęcia, albo wracamy do domu, po czym przygotowuję kolację. Gdy w końcu pójdą spać, wracam do pracy i pracuję do późna w nocy. Ponieważ moja praca odbywa się głównie w biurze, łatwiej jest mi ją przełożyć na następny dzień — co nie jest możliwe w przypadku prac w polu lub przy hodowli. Muszę jednak przyznać, że właśnie w tym tkwi haczyk! Jednak, jeśli moje zobowiązania sprawiają, że jestem zajęta gdzie indziej, mój mąż przejmuje pałeczkę i reorganizuje swój czas pracy przy hodowli przy pomocy naszego pracownika i praktykantów. Wszystko jednak staramy się planować z jak największym wyprzedzeniem, działanie na tzw. ostatnią chwilę są prawie niemożliwe.
Jak dbasz o siebie – swoje zdrowie fizyczne i psychiczne?
To jest bardzo trudna sprawa. Moje zobowiązania wynikające z funkcji Prezeski spółdzielni, czy na rzecz fundacji Nuffield pozwalają mi nabrać dystansu, spojrzeć na moją pracę z innej perspektywy. To dla mnie prawdziwy powiew świeżego powietrza.
Staram się też wrócić do pływania klubowego. Niestety moja aktywność fizyczna nie jest regularna i niekoniecznie właściwa. Regularny powrót na pływalnie oznaczałby powrót do formy, jednak zajęcia odbywają się wieczorem i nie zawsze można je pogodzić z naszą pracą i opieką nad dziećmi.
Czytanie – uwielbiam czytać długie i skomplikowane książki – to jest dla mnie najłatwiejszy codzienny sposób, aby spróbować zapomnieć o gospodarstwie i się zrelaksować.
Wreszcie nasze dzieci. Nawet jeśli dzień był ciężki, zawsze jest moment, w którym to one sprawiają, że się uśmiechamy. Robi się ciepło na sercu, gdy widzi się ich spontaniczność, ich naiwność i to jak dorastają zdrowi i stają się prawdziwą radością.
Jakie wartości są dla Ciebie ważne w Twojej pracy w rolnictwie? Kto Cię inspiruje?
Szczególną inspiracją są kobiety w mojej rodzinie, moje prababcie i babcie, które przeżyły wojny światowe i wiedziały, jak prowadzić swoje gospodarstwa pod nieobecność mężczyzn. Moja matka, która zawsze broniła swojego statusu rolniczki, a nie „współpracującej małżonki”, który był jej narzucany przez organy podatkowe. Inspirują mnie też inne kobiety z pokolenia mojej mamy, które same stały na czele swoich gospodarstw. Wszystkie one były dla mnie wzorem do naśladowania.
Jednocześnie wszystkie te kobiety przyczyniły się do tego, że uważam, że miałam szczęśliwe dzieciństwo, mogłam wybrać studia i kierunek, który chciałam, nigdy nawet nie wyobrażałam sobie, że będę w stanie przeżyć, to wszystko co udało mi się przeżyć i czego udało mi się doświadczyć.
Wszystkie one pokazały mi, że prowadzenie życia rodzinnego, w tym edukacja dzieci i status kierownika gospodarstwa, jest możliwe. To wymaga dużo pracy, dużo zaangażowania, wytrwałości, ale też umiejętności dzielenia się. Cieszę się, że mogę nadal wprowadzać te wartości w życie, zwłaszcza w obecnym czasie, w którym nasze społeczeństwa z trudem odnajdują poczucie stabilizacji, a wojna po raz kolejny jest blisko naszych granic.

W jaki sposób rozwijasz swoje umiejętności jako rolnik?
Praca w ramach fundacji Nuffield, ale także stanowisko Prezeski spółdzielni, pozwalają mi śledzić bieżące i nadchodzące zmiany w sektorze. Utrzymywanie kontaktu ze światem zewnętrznym było również głównym celem mojego projektu w sprzedaży malin w ramach krótkiego łańcucha dostaw. Myślę, że praca rolnika polega właśnie na tym by produkować to, co ludzie chcą konsumować, niż na narzucaniu rodzaju produktu, który ma być spożywany. Bezpośredni kontakt z klientem końcowym był więc dla mnie sposobem na śledzenie trendów konsumenckich, a także okazja do wysłuchania jego opinii i skarg na temat rolnictwa. Wreszcie, regularnie zaglądam do katalogów szkoleń, w szczególności tych organizowanych przez Izbę Rolniczą i Izbę Przemysłowo-Handlową, i nie waham się zapisać, jeśli tylko uznam, że może mi to przydać.
Jakie są Twoim zdaniem największe przeszkody w rozwoju kobiet w rolnictwie?
To jest nadal bardzo męskie środowisko i wciąż bardzo trudno jest kobiecie zostać uznaną jako osobę decydującą w gospodarstwie, tak więc często potrzebna tu jest ODWAGA, ale też nierzadko tupet. Trzeba się zaangażować i wziąć na siebie odpowiedzialność na najwyższym szczeblu, trzeba przestać zostawiać to miejsce dla mężczyzn, bo my mamy ograniczenia wynikające z opieki nad rodziną. Lepiej jest zorganizować się w celu delegowania zadań i zyskania wiarygodności, niż na odwrót. Trzeba odważyć się organizować spotkania w pojedynkę, nie dopuścić do sytuacji, gdzie dyskusja o gospodarstwie toczy się wyłącznie między mężczyznami. Jeśli uważasz, że jest taka konieczność, to trzeba zwielokrotnić spotkania, tak by wszystkie informacje na pewno do wszystkich dotarły.
Jak oceniasz swoją pozycję jako kobiety w świecie rolnictwa?
Jak już powiedziałam jest jeszcze wiele stereotypów. Nawet wśród młodych ludzi w szeroko pojętym świecie rolniczym brakuje po prostu edukacji na temat seksizmu.
Bycie „macho” jest nadal normą, coraz częściej nieświadomie, ale przydarzyło mi usłyszeć wiele razy okropne słowa. Nie przedłużyłam kiedyś mojej kadencji administratorki częściowo z tego powodu, że uwagi wygłoszone podczas zebrania rady nadzorczej, które dewaluowały umiejętności kobiet były dla mnie nie do przyjęcia.
Sieci społecznościowe są tu dobrym sposobem na podkreślenie problemu nierówności i próbę naprawienia sytuacji, działając jako lustro dla sprawców tych prowokacji.
Czy współpracujesz z innymi rolniczkami?
Mam kilka znajomych rolniczek, z którymi dzielimy się doświadczeniami, niestety dość podobnymi. Zazwyczaj nie mamy jednak czasu, aby bardziej sformalizować te spotkania. Myślę jednak, że dzieje się tak również dlatego, że wszystkie wolimy skupić się na projektach w naszych gospodarstwach, aby pokazać naszą wartość poprzez ich sukces, trochę w myśl „po czynach nas poznacie”.
Jakie masz plany na przyszłość?
Chciałabym całkowicie przejąć gospodarstwo razem z mężem i osiągnąć taki poziom rentowności, który pozwoli nam żyć godnie, stawić czoła naszym zadłużeniom, zachowując przy tym możliwość rozwijania nowych projektów. Chciałabym kiedyś przekazać dochodowe gospodarstwo rolne naszym dzieciom lub komuś innemu, jeśli dzieci wybiorą inną drogę – co jest dość mało prawdopodobne, biorąc pod uwagę entuzjazm mojego 10-letniego syna na widok traktorów!.
Serdecznie dziękujemy za rozmowę!
Rozmowę przeprowadziła i przetłumaczyła dla Agro Woman – Bozena Bochenek, Attachée ds. Rolnych Ambasady Francji, partnera współpracy międzynarodowej Agro Woman ❤️