Jak wzmacniać głos kobiet w rolnictwie i rozwijać współpracę międzynarodową? O tym rozmawialiśmy 16 października podczas spotkania Rady Programowej Fundacji Agro Woman w Ambasadzie Niemiec w Warszawie – z udziałem przedstawicieli Ambasady Francji i Ambasady Królestwa Niderlandów, które wspólnie patronują naszej współpracy.
Spotkanie otworzył ambasador Miguel Berger, podkreślając znaczenie wspólnych działań na rzecz równości płci i wzmocnienia roli kobiet w rolnictwie.
Udział w produkcji rolnej kobiet na całym świecie wynosi 39%, ale ich rola w gospodarstwach rolnych i społecznościach wiejskich pozostaje często niedoceniana, a co ważniejsze – niedowartościowana. Wizerunek kobiet w rolnictwie znacznie się zmienił w ostatnich latach. Innowacyjne, zdecydowane i dobrze wykształcone kobiety kształtują przyszłość gospodarstw rolnych i obszarów wiejskich.
Punktem wyjścia do dyskusji była prezentacja Nathalie Joest z Niemieckiego Towarzystwa Rolniczego (DLG), poświęcona międzynarodowej sieci Female Agri Fellows – inicjatywie, która łączy kobiety z sektora rolnego z różnych krajów i wspiera ich rozwój zawodowy. W trakcie rozmowy Karolina Tarnawska, prezeska Fundacji Agro Woman, podkreślała, że:
Międzynarodowa współpraca daje nam siłę, żeby myśleć szerzej – o zmianach systemowych i o realnym wpływie kobiet na przyszłość europejskiego rolnictwa. Tą ideą kierujemy się także w programie mentoringowym Agro Woman, który łączy kobiety z doświadczeniem z tymi, które dopiero rozwijają swoje gospodarstwa, tworząc przestrzeń do wzajemnego uczenia się i wsparcia. Widzimy, że to działa – nasze uczestniczki coraz częściej są zauważane i doceniane w branżowych konkursach i inicjatywach biznesowych.
Rozmowy członków Rady Programowej i zaproszonych gości koncentrowały się wokół tematów sieci współpracy, wymiany doświadczeń oraz wspólnego wzmacniania kobiecego głosu w rolnictwie. Dyskutowano również o wynikach raportu Fundacji „Kobiety w rolnictwie 2025”, który pokazuje nie tylko wyzwania, ale i konkretne rozwiązania wspierające kobiety prowadzące gospodarstwa rolne.
To spotkanie pokazało, jak ważne jest, żeby mówić nie tylko o barierach, ale też o tym, co naprawdę działa. Widać coraz wyraźniej, że kobiety w rolnictwie nie czekają na zmianę – one już ją współtworzą. Z naszego badania wynika, że ponad 70% rolniczek w Polsce współdecyduje o inwestycjach w gospodarstwach.
Spotkanie w Ambasadzie Niemiec w Warszawie było kolejnym krokiem w rozwijaniu współpracy między patronami Fundacji: Ambasadą Niemiec w Warszawie, Ambasadą Francji w Polsce i Ambasadą Królestwa Niderlandów w Warszawie. Jej celem jest tworzenie przestrzeni, w której kobiety z sektora rolnego mogą dzielić się wiedzą, wspierać nawzajem i działać na rzecz zrównoważonej przyszłości.
Dzisiaj w ramach cyklu „Portrety polskich rolniczek” rozmawiamy z Laurie Figeureu-Bidaud – francuską rolniczką, która pokazuje, że bycie rolniczką to także bycie przedsiębiorczynią. Razem z mężem prowadzi gospodarstwo o powierzchni 110 ha w Normandii – ona odpowiada za uprawy, on za hodowlę krów mlecznych. Z wykształcenia inżynier rolnictwa, pełni również funkcję prezeski regionalnej spółdzielni prowadzącej zakład suszarni produktów rolnych. Jest stypendystką i działaczką fundacji Nuffield, która wspiera rozwój liderów w rolnictwie, skupiając się na innowacjach, zarządzaniu i promowaniu lokalnego oraz globalnego przywództwa.
Co znaczy dla Ciebie bycie rolniczką? Bycie rolniczką jest dla mnie równoznaczne z byciem przedsiębiorczynią tyle, że w świecie roślin i zwierząt. Wartości, które mi w tej pracy towarzyszą i które mnie napędzają to pracowitość, cierpliwość, odporność, ale także zdolność do wprowadzania innowacji i zmieniania rzeczywistości. Wszystko to dla dobra nas wszystkich, ponieważ poprzez produkcję żywności, ale również inne produkcje – w moim przypadku również lnu na włókno – oraz poprzez działania środowiskowe, nasza praca kształtuje krajobraz i przyczynia się do ochrony zasobów naturalnych.
A co wyróżnia kobiety w sektorze rolnym?
Myślę, że kobiety są pilnymi uczennicami i bardzo dbają, by wszystko było dobrze zrobione. Jednocześnie są pomysłowe w znajdowaniu rozwiązań problemów, z którymi się spotykają. Niestety, są też przyzwyczajone, żeby walczyć o swoje, co w sumie daje im niezwykłą siłę w radzeniu sobie z typowymi dla naszego zawodu przeciwnościami czy zawirowaniami.
Co daje Ci największą satysfakcję z prowadzenia gospodarstwa? Nie ulega wątpliwości, że dobre zbiory. Cała produkcja razem wzięta jest najlepszą nagrodą, jaką możemy mieć. W przypadku upraw jest to nie tylko wynik całorocznej pracy, ale także całego płodozmianu, a tym samym całego systemu pracy w naszym gospodarstwie. To samo dotyczy hodowli. Dobra produkcja mleka wynika z faktu, że nasze krowy były zadbane i dobrze odżywiane, to jest również wynikiem naszej kilkuletniej pracy.
Jednak to co mnie najbardziej cieszy i motywuje, to możliwość przyjmowania w naszym gospodarstwie gości tj. praktykantów, uczniów szkół oraz mieszkańców okolicy, których zapraszamy na szkolenia czy po prostu w celu odwiedzenia gospodarstwa. To prawdziwe chwile radości, ponieważ mój mąż i ja uważamy, że ważne jest, aby poświęcić czas na ponowne połączenie ludzi z naturą, która zapewnia im żywność. Jestem przekonana, że zdrowie jest bezpośrednio związane z żywnością, a zatem każde działanie mające na celu podnoszenie świadomości na ten temat przyczynia się również do dobrobytu społeczeństwa.
Jak to się stało, że zostałaś rolniczką? Jakieś dziesięć lat temu, zaraz po studiach na kierunku „inżynier rolnictwa” pracowałam na stanowisku badawczo-rozwojowym na szczeblu europejskim, w tym czasie zmarła moja mama mająca zaledwie 54 lata, która prowadziła gospodarstwo razem z moim ojcem. To był moment, kiedy poczułam, że chciałabym wrócić do rolnictwa. Wspólnie z mężem zaczęliśmy poważnie rozmawiać o naszym pragnieniu rozpoczęcia działalności gospodarczej w rolnictwie i stworzenia warunków życia blisko natury naszym przyszłym dzieciom. Ostatecznie, podjęłam decyzję o powrocie do rodzinnego gospodarstwa, by prowadzić je u boku ojca.
W tamtym okresie gospodarstwo zajmowało się wyłącznie uprawą (w między czasie przejęliśmy również gospodarstwo zajmujące się hodowlą krów mlecznych) i wydawało mi się koniecznym, z całego szeregu powodów ekonomicznych, politycznych, społecznych itp., aby postawić na dywersyfikację. Postanowiłam więc założyć dodatkowo hodowlę certyfikowanych ekologicznych malin, sprzedawanych w całości w ramach krótkiego łańcucha dostaw w regionie, w którym prawie nikt nie zajmował się tego typu działalnością.
Dobrą stroną tego projektu było to, że ogromnie rozwinęłam moje kompetencje biznesowe (zarządzanie zespołem, plan komunikacji, marketing, zarządzanie klientami itp.). Ten projekt, pozwolił mi przede wszystkim uniezależnić się od mojego ojca, z którym nigdy tak naprawdę nie zgadzałam się co do wyborów dokonywanych w zakresie zarządzania uprawą i który niestety nie potrafił uznać mnie za swojego partnera, bo on widział we mnie wyłącznie swoją córkę.
Złą stroną jednak było to, że nie poświęcałam wystarczająco dużo czasu na działania związane bezpośrednio z naszym gospodarstwem, co prowadziło do głębokich problemów i nieporozumień z moim ojcem. Dzisiaj, w końcu doszliśmy do porozumienia w sprawie zakupu i przejęcia udziałów taty, co pozwoliło mu przejść na emeryturę, a nam na pełne zarządzanie produkcją w naszym gospodarstwie. Okres ten był szczególnie trudny moralnie dla mnie, dla mojego męża i dla naszego małżeństwa.
Jeśli miałabym dać jakąś radę przed podjęciem decyzji o prowadzeniu gospodarstwa wspólnie z rodzicami, to przede wszystkim byłoby nią poświęcenie czasu na uzgodnienie ról każdej osoby, uprawnień decyzyjnych, wykonywanych zadań, wynagrodzenia za pracę oraz opracowanie strategii dla gospodarstwa i porozumienia, co do konsekwencji wynikających z jej wdrożenia.
Ludzie zawsze mają tendencję do uproszczeń, a stereotypy są trudne do zwalczenia. Bycie córką i kobietą w rolnictwie wymusza zmianę postawy wielu ludzi wokół Ciebie, zwłaszcza mężczyzn, a to wymaga czasu. Musisz być uzbrojona w cierpliwość, ale potrzebujesz również wsparcia.
Jak zorganizowana jest codzienna praca w Twoim gospodarstwie? Jak wspomniałam wcześniej, przez 10 lat pracowałam z moim ojcem, a trzy lata później dołączył do nas mój mąż. Podział zadań był źródłem nieporozumienia, ponieważ mój ojciec zasadniczo chciał, żebym przejęła zadania administracyjne, począwszy od prowadzenia księgowości i spraw kadrowych, a skończywszy na wyborze i zamawianiu roślin do rotacji. Moja działalność związana z produkcją malin pozwoliła mi trochę „wyrwać się z biura” i gospodarstwa.
Dziś, kiedy tata jest już na emeryturze, wróciłam do gospodarstwa i objęłam stanowisko, do którego aspirowałam: mogę bezpośrednio nadzorować, decydować i w pełni uczestniczyć w planowaniu typu upraw. Mój mąż jest odpowiedzialny za hodowlę krów mlecznych. Zgadzamy się co do ogólnej strategii gospodarstwa.
Naszym obecnym wyzwaniem jest posiadanie niezbędnych zasobów ludzkich, abyśmy mogli być obje nieobecni w tym samym czasie, przy jednoczesnym zapewnieniu ciągłości pracy w gospodarstwie zarówno przy inwentarzu żywym, jak i uprawach.
Jak połączyliście tradycję z nowoczesnością w waszym gospodarstwie? Po objęciu gospodarstwa, mój mąż zdecydował się zainstalować robota udojowego. Poparłam go w tym wyborze i cieszę się, bo to z jednej strony pozwoliło dzieciom odzyskać tatę podczas śniadania, a mnie zyskać pewną elastyczność w moim harmonogramie dnia, tak aby skutecznie wywiązać się z moich zobowiązań.
Niedawno podpisaliśmy również umowę na zakup autonomicznego ciągnika polowego. Jest totalnie innowacyjny. Moja główna motywacja polega na tym, że jestem niezwykle przywiązana do agronomii i zamiast spędzać czas na traktorze, zdecydowanie bardziej wolę spędzać czas na nadzorowaniu ustawień moich maszyn, jakości ich pracy, bo to pozwala mi również wygospodarować czas na inne projekty lub po prostu wykonywać sprawniej moją pracę jako kierowniczka gospodarstwa, albo towarzyszyć moim dzieciom w ich zajęciach.
Jak godzisz pracę w gospodarstwie z życiem rodzinnym i obowiązkami domowymi? Jeśli chodzi o opiekę nad dziećmi oraz ich edukację, jesteśmy zdani na siebie. Moja teściowa mieszka 5 godzin od nas, pomaga nam w czasie wakacji szkolnych. Do niedawna nie mogliśmy również za bardzo liczyć na pomoc mojego ojca. Nasze siostry nie mieszkają w naszym regionie. Pogodzenie życia rodzinnego i zawodowego jest więc dość skomplikowane. Potrzebowaliśmy świetnych opiekunek/niań, które akceptowały długie dni pracy i minimalny wymiar urlopu. Nasze dzieci są bez wątpienia mistrzami obecności w szkole, przedszkolu i na półkoloniach, nawet jeśli rano wychodzą z domu po podaniu im leku przeciwbólowego. Na co dzień to ja zajmuję się dziećmi rano przed szkołą, wieczorem je odbieram i albo zawożę je na zajęcia, albo wracamy do domu, po czym przygotowuję kolację. Gdy w końcu pójdą spać, wracam do pracy i pracuję do późna w nocy. Ponieważ moja praca odbywa się głównie w biurze, łatwiej jest mi ją przełożyć na następny dzień — co nie jest możliwe w przypadku prac w polu lub przy hodowli. Muszę jednak przyznać, że właśnie w tym tkwi haczyk! Jednak, jeśli moje zobowiązania sprawiają, że jestem zajęta gdzie indziej, mój mąż przejmuje pałeczkę i reorganizuje swój czas pracy przy hodowli przy pomocy naszego pracownika i praktykantów. Wszystko jednak staramy się planować z jak największym wyprzedzeniem, działanie na tzw. ostatnią chwilę są prawie niemożliwe.
Jak dbasz o siebie – swoje zdrowie fizyczne i psychiczne?
To jest bardzo trudna sprawa. Moje zobowiązania wynikające z funkcji Prezeski spółdzielni, czy na rzecz fundacji Nuffield pozwalają mi nabrać dystansu, spojrzeć na moją pracę z innej perspektywy. To dla mnie prawdziwy powiew świeżego powietrza.
Staram się też wrócić do pływania klubowego. Niestety moja aktywność fizyczna nie jest regularna i niekoniecznie właściwa. Regularny powrót na pływalnie oznaczałby powrót do formy, jednak zajęcia odbywają się wieczorem i nie zawsze można je pogodzić z naszą pracą i opieką nad dziećmi.
Czytanie – uwielbiam czytać długie i skomplikowane książki – to jest dla mnie najłatwiejszy codzienny sposób, aby spróbować zapomnieć o gospodarstwie i się zrelaksować.
Wreszcie nasze dzieci. Nawet jeśli dzień był ciężki, zawsze jest moment, w którym to one sprawiają, że się uśmiechamy. Robi się ciepło na sercu, gdy widzi się ich spontaniczność, ich naiwność i to jak dorastają zdrowi i stają się prawdziwą radością.
Jakie wartości są dla Ciebie ważne w Twojej pracy w rolnictwie? Kto Cię inspiruje?
Szczególną inspiracją są kobiety w mojej rodzinie, moje prababcie i babcie, które przeżyły wojny światowe i wiedziały, jak prowadzić swoje gospodarstwa pod nieobecność mężczyzn. Moja matka, która zawsze broniła swojego statusu rolniczki, a nie „współpracującej małżonki”, który był jej narzucany przez organy podatkowe. Inspirują mnie też inne kobiety z pokolenia mojej mamy, które same stały na czele swoich gospodarstw. Wszystkie one były dla mnie wzorem do naśladowania.
Jednocześnie wszystkie te kobiety przyczyniły się do tego, że uważam, że miałam szczęśliwe dzieciństwo, mogłam wybrać studia i kierunek, który chciałam, nigdy nawet nie wyobrażałam sobie, że będę w stanie przeżyć, to wszystko co udało mi się przeżyć i czego udało mi się doświadczyć.
Wszystkie one pokazały mi, że prowadzenie życia rodzinnego, w tym edukacja dzieci i status kierownika gospodarstwa, jest możliwe. To wymaga dużo pracy, dużo zaangażowania, wytrwałości, ale też umiejętności dzielenia się. Cieszę się, że mogę nadal wprowadzać te wartości w życie, zwłaszcza w obecnym czasie, w którym nasze społeczeństwa z trudem odnajdują poczucie stabilizacji, a wojna po raz kolejny jest blisko naszych granic.
W jaki sposób rozwijasz swoje umiejętności jako rolnik? Praca w ramach fundacji Nuffield, ale także stanowisko Prezeski spółdzielni, pozwalają mi śledzić bieżące i nadchodzące zmiany w sektorze. Utrzymywanie kontaktu ze światem zewnętrznym było również głównym celem mojego projektu w sprzedaży malin w ramach krótkiego łańcucha dostaw. Myślę, że praca rolnika polega właśnie na tym by produkować to, co ludzie chcą konsumować, niż na narzucaniu rodzaju produktu, który ma być spożywany. Bezpośredni kontakt z klientem końcowym był więc dla mnie sposobem na śledzenie trendów konsumenckich, a także okazja do wysłuchania jego opinii i skarg na temat rolnictwa. Wreszcie, regularnie zaglądam do katalogów szkoleń, w szczególności tych organizowanych przez Izbę Rolniczą i Izbę Przemysłowo-Handlową, i nie waham się zapisać, jeśli tylko uznam, że może mi to przydać.
Jakie są Twoim zdaniem największe przeszkody w rozwoju kobiet w rolnictwie?
To jest nadal bardzo męskie środowisko i wciąż bardzo trudno jest kobiecie zostać uznaną jako osobę decydującą w gospodarstwie, tak więc często potrzebna tu jest ODWAGA, ale też nierzadko tupet. Trzeba się zaangażować i wziąć na siebie odpowiedzialność na najwyższym szczeblu, trzeba przestać zostawiać to miejsce dla mężczyzn, bo my mamy ograniczenia wynikające z opieki nad rodziną. Lepiej jest zorganizować się w celu delegowania zadań i zyskania wiarygodności, niż na odwrót. Trzeba odważyć się organizować spotkania w pojedynkę, nie dopuścić do sytuacji, gdzie dyskusja o gospodarstwie toczy się wyłącznie między mężczyznami. Jeśli uważasz, że jest taka konieczność, to trzeba zwielokrotnić spotkania, tak by wszystkie informacje na pewno do wszystkich dotarły.
Jak oceniasz swoją pozycję jako kobiety w świecie rolnictwa? Jak już powiedziałam jest jeszcze wiele stereotypów. Nawet wśród młodych ludzi w szeroko pojętym świecie rolniczym brakuje po prostu edukacji na temat seksizmu.
Bycie „macho” jest nadal normą, coraz częściej nieświadomie, ale przydarzyło mi usłyszeć wiele razy okropne słowa. Nie przedłużyłam kiedyś mojej kadencji administratorki częściowo z tego powodu, że uwagi wygłoszone podczas zebrania rady nadzorczej, które dewaluowały umiejętności kobiet były dla mnie nie do przyjęcia.
Sieci społecznościowe są tu dobrym sposobem na podkreślenie problemu nierówności i próbę naprawienia sytuacji, działając jako lustro dla sprawców tych prowokacji.
Czy współpracujesz z innymi rolniczkami? Mam kilka znajomych rolniczek, z którymi dzielimy się doświadczeniami, niestety dość podobnymi. Zazwyczaj nie mamy jednak czasu, aby bardziej sformalizować te spotkania. Myślę jednak, że dzieje się tak również dlatego, że wszystkie wolimy skupić się na projektach w naszych gospodarstwach, aby pokazać naszą wartość poprzez ich sukces, trochę w myśl „po czynach nas poznacie”.
Jakie masz plany na przyszłość? Chciałabym całkowicie przejąć gospodarstwo razem z mężem i osiągnąć taki poziom rentowności, który pozwoli nam żyć godnie, stawić czoła naszym zadłużeniom, zachowując przy tym możliwość rozwijania nowych projektów. Chciałabym kiedyś przekazać dochodowe gospodarstwo rolne naszym dzieciom lub komuś innemu, jeśli dzieci wybiorą inną drogę – co jest dość mało prawdopodobne, biorąc pod uwagę entuzjazm mojego 10-letniego syna na widok traktorów!.
Serdecznie dziękujemy za rozmowę!
Rozmowę przeprowadziła i przetłumaczyła dla Agro Woman – Bozena Bochenek, Attachée ds. Rolnych Ambasady Francji, partnera współpracy międzynarodowej Agro Woman ❤️
Fundacja Agro Woman opublikowała raport z badania „Kobiety w rolnictwie 2025” – pierwszego w Polsce projektu zrealizowanego na tak dużą skalę, który analizuje sytuację, potrzeby i aspiracje kobiet pracujących w rolnictwie. Wyniki wyraźnie pokazują, jak istotna jest rola kobiet w tym sektorze, a jednocześnie, jak często są one pomijane w strategiach firm, programach rozwoju wsi czy działaniach instytucji.
Kobiety to dziś aż jedna trzecia osób zawodowo związanych z polskim rolnictwem. Ich udział wśród prowadzących gospodarstwa systematycznie rośnie – w ciągu dekady wzrósł o 5 punktów procentowych do 30%. Mimo to kobiety wciąż są słabo reprezentowane w organizacjach branżowych i strukturach decyzyjnych. Tylko 7% rolniczek należy do organizacji rolniczych, co pokazuje jak dużo jest jeszcze do zrobienia, by w pełni włączyć je w procesy współdecydowania o kierunkach rozwoju polskiego rolnictwa.
Raport uwypukla jednocześnie ogromny potencjał kobiet w rolnictwie. Ponad 70% rolniczek bierze udział w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych w gospodarstwie, a co piąta robi to całkowicie samodzielnie. Połowa z nich ma wykształcenie kierunkowe, a 57% ukończyło studia wyższe. To oznacza, że są to profesjonalne menedżerki gospodarstw rolnych, które podejmują decyzje w oparciu o wiedzę i analizy, a nie tylko o tradycję czy intuicję.
Z badań w Polsce, ale i Holandii czy Francji wynika, jak pomijane są kobiety w procesie przedstawiania oferty, docierania do nich jako odbiorczyń produktów czy usług. Biorąc pod uwagę nawet tylko fakt, jak dużą są grupą „zakupową” i jak wiele decyzji inwestycyjnych w rolnictwie podejmują, jest to bardzo zaskakujące działanie ze strony firm-dostawców, którzy ograniczają w ten sposób rozwój swojego biznesu. Uwzględnianie rolniczek po prostu się opłaca i powinno być standardem.
– mówi Karolina Tarnawska, Prezeska Fundacji Agro Woman.
Jednym z najważniejszych wyzwań, które ujawnia raport, jest brak oferty rozwojowej i szkoleniowej dopasowanej do realiów pracy kobiet w gospodarstwach. Choć rolniczki są świadome potrzeby edukacji i modernizacji, to aż 46% tych, które nie uczestniczyły w żadnych kursach w ostatnich trzech latach, wskazuje na brak interesujących i adekwatnych szkoleń. Blisko 20% mówi wprost, że nie ma na nie czasu z uwagi na ogrom obowiązków – zarówno w gospodarstwie, jak i w domu.
To pokazuje też, jak istotne dla rolniczek są zagadnienia work-life balance, które w debacie o rolnictwie często w ogóle się nie pojawiają. Tymczasem zapytane o to, na co przeznaczyłyby wolne środki finansowe, aż 33% badanych wskazuje zdrowie, a 24% marzy o wakacjach. Kolejne blisko 30% zainwestowałoby w kursy nowych technologii w rolnictwie, a 16% w naukę języka obcego. To potwierdza, że polskie rolniczki są ambitne, chcą rozwijać siebie i swoje gospodarstwa, ale oczekują wsparcia dostosowanego do ich realiów.
Jako Fundacja, zebrałyśmy konkretne dane, które po raz pierwszy tak wyraźnie pokazują, jak duży potencjał – ale i jak konkretne potrzeby – mają kobiety w rolnictwie. Raport to nie tylko diagnoza – to także sygnał dla firm, instytucji i organizacji: jeśli chcemy realnie rozwijać sektor agro, nie możemy ignorować rolniczek jako decydentek, innowatorek i klientek. Ich potrzeby to nie nisza – to szansa na nowy standard w myśleniu o rozwoju.
– podkreśla Małgorzata Bojańczyk, Dyrektor Fundacji Agro Woman.
Nie mniej ważnym wątkiem jest równe traktowanie. Choć 58% rolniczek zadeklarowało, że czuje się traktowane na równi z mężczyznami, aż 42% ma inne doświadczenia, zwłaszcza w kontaktach z doradcami rolnymi, bankami czy przedstawicielami handlowymi. Zjawiska te są jeszcze bardziej widoczne wśród kobiet, które samodzielnie prowadzą gospodarstwa.
Raport „Kobiety w rolnictwie 2025” jest dostępny do pobrania na stronie Fundacji Agro Woman. To unikalne opracowanie, które pozwala lepiej zrozumieć sytuację polskich rolniczek i wskazuje kierunki, w jakich powinny zmierzać programy wsparcia, oferty szkoleniowe czy strategie firm chcących rozwijać biznes z sektorem agro.
Fundacja Agro Woman to organizacja wspierająca rozwój kobiet w rolnictwie i na obszarach wiejskich. Realizuje projekty edukacyjne, mentoringowe i badawcze, które mają na celu wzmacnianie kompetencji zawodowych, liderskich i społecznych rolniczek. Działa na rzecz większej widoczności kobiet w rolnictwie, ich lepszej reprezentacji w organizacjach branżowych oraz włączania w procesy decyzyjne w gospodarce rolno-spożywczej. Fundacja buduje platformę wymiany doświadczeń, wiedzy i dobrych praktyk, łącząc kobiety z sektora agro w całej Polsce.
Dorota Marszk to rolniczka z Pomorza, która od lat łączy hodowlę bydła z ekologiczną uprawą zbóż i lokalnym przetwórstwem. Współtwórczyni inicjatywy „Pomorska Manufaktura Smaków” i projektu „Lokalnie i Funkcjonalnie”, stawia na jakość, współpracę i zrównoważony rozwój. Pokazuje, że kobieta w rolnictwie może być liderką zmian, łącząc tradycję z nowoczesnością i działając z myślą o przyszłych pokoleniach.
Opowiedz nam o swoim gospodarstwie. Prowadzę rodzinne gospodarstwo, które specjalizuje się w hodowli bydła mięsnego rasy limousine oraz w uprawie zbóż ekologicznych. Moje rodzeństwo również prowadzi własne gospodarstwa, ale tworzymy silną sieć współpracy i wzajemnie się wspieramy.
Od początku stawiałam na ekologię i wysoką jakość. Gospodarstwo prowadzę od 2006 roku. Z czasem, dzięki wsparciu ARiMR oraz współpracy z innymi rolnikami, których poznałam w Stowarzyszeniu Bio Pomorze, stworzyliśmy wspólne miejsce sprzedaży. Już od trzech lat jesteśmy obecni na Gdańskim Bazarze Natury.
Jestem także inicjatorką grupy operacyjnej „Pomorska Manufaktura Smaków”, gdzie wspólnie rozwijamy przetwórstwo i lokalną sprzedaż. Największą dumą jest dla mnie projekt „Lokalnie i Funkcjonalnie”, w ramach którego stworzyliśmy bazę do naturalnego izotoniku – to przykład innowacji zakorzenionej w lokalnych surowcach.
Oczywiście nie wszystko od początku przebiegało gładko – początki były pełne prób i błędów, zwłaszcza w kwestiach formalnych i przetwórczych. Ale z każdej porażki wyciągam wnioski i przekuwam je w siłę.
Jak wygląda codzienna praca w gospodarstwie? Pracuję z rodziną – każde z nas ma swoje gospodarstwo, ale funkcjonujemy jak jeden organizm. Wspieramy się przy karmieniu, żniwach, obsłudze maszyn, a także w sprawach formalnych. Obowiązki dzielimy elastycznie, zgodnie z bieżącymi potrzebami.
Czuję się liderką swojego gospodarstwa – to ja wyznaczam kierunek rozwoju i podejmuję strategiczne decyzje. Najłatwiejsze dla mnie jest planowanie i kontakt z ludźmi, a najtrudniejsze… czasem pogoda 🙂 – bo to coś, czego nie da się przewidzieć ani kontrolować.
Od pokoleń w naszej rodzinie zajmowano się hodowlą, więc w naturalny sposób kontynuujemy tę tradycję. Wybraliśmy rasę limousine, ponieważ łączy doskonałą jakość mięsa z odpornością i spokojnym temperamentem. Te zwierzęta dobrze odnajdują się w systemach ekologicznych – świetnie pasują do idei dobrostanu, która jest dla mnie kluczowa. Hodowla prowadzona w ten sposób zapewnia nam najwyższej jakości mięso, które klienci bardzo cenią. Co równie ważne – obornik powstający w gospodarstwie jest idealnym nawozem pod nasze uprawy: zbożowe, strączkowe i warzywne. Dzięki temu domykamy obieg w gospodarstwie – wszystko działa wspólnie, w zgodzie z naturą.
Planujemy dalszą rozbudowę infrastruktury – przede wszystkim modernizację budynków gospodarskich, by jeszcze bardziej zwiększyć komfort zwierząt i poprawić bezpieczeństwo pracy. Chcemy również zainwestować w sprzęt do przetwórstwa, by móc jeszcze więcej robić samodzielnie, bez pośredników.
Jeśli chodzi o uprawy, to na Kaszubach mamy raczej słabe gleby, ale doskonale je znamy – wiedzę tę przekazujemy sobie z pokolenia na pokolenie. Wiemy, co się tutaj sprawdza, a co nie. W systemie ekologicznym najlepiej wychodzą nam żyto, jęczmień, gryka, łubin oraz różne gatunki traw. Rośliny te są dobrze przystosowane do lokalnych warunków i idealnie wpisują się w ekologiczne metody uprawy – wspierają strukturę gleby, ograniczają rozwój chwastów i pomagają utrzymać naturalną równowagę.
Dzięki dużej ilości obornika z hodowli bydła, na mniejszą skalę uprawiamy również warzywa i owoce – głównie truskawki. To dla nas dodatkowy kierunek, rozwijany z myślą o lokalnych odbiorcach i bezpośredniej sprzedaży.
W gospodarstwie stawiam na różnorodność produkcji, ponieważ uważam, że w obecnych czasach to bezpieczniejsze i bardziej elastyczne rozwiązanie. Pogoda jest coraz bardziej nieprzewidywalna, a rynek potrafi zaskakiwać – zarówno cenami, jak i popytem. Posiadając kilka kierunków działalności, łatwiej jest przetrwać trudniejszy sezon czy kryzys w jednej z gałęzi produkcji.
Oczywiście, taka różnorodność wymaga dobrej organizacji i większego nakładu pracy, ale zapewnia stabilność i więcej możliwości rozwoju. Uprawiamy zboża, strączkowe, trawy, warzywa, truskawki, prowadzimy hodowlę bydła – wszystko się uzupełnia i tworzy zrównoważony system.
Stosuję płodozmian, uprawy poplonowe, unikam intensywnej orki. Wspieram naturalne procesy – stosuję kompost, nie używam chemicznych środków ochrony roślin. Dbam o bioróżnorodność – zostawiam pasy kwietne, oczka wodne, ograniczam monokultury. Gleba to nasze dobro wspólne – trzeba ją pielęgnować.
Dodatkowo uważam, że warto przynajmniej część produktów przygotowywać do sprzedaży w formie przetworzonej – właśnie w ten sposób można uzyskać znacznie wyższe ceny i zbudować bliższą relację z odbiorcami. Klient kupujący gotowy produkt, który zna i ceni, dużo chętniej wraca. A to buduje trwały fundament pod dalszy rozwój.
Praca z klientem bezpośrednim nauczyła mnie bardzo wiele – przede wszystkim tego, że ludzie wracają po tradycyjne smaki. Po konfitury jak u babci, po wypieki bez ulepszaczy, po dojrzewające w słońcu pomidory, które pachną i smakują jak wspomnienie lata. Wielu klientów mówi, że to smaki ich dzieciństwa.
Jako matka często zastanawiam się, czy dziś dajemy dzieciom takie właśnie smaki – zdrowe, prawdziwe, wartościowe. Chciałabym, żeby to, co tworzymy, było nie tylko smaczne, ale też miało sens – by łączyło pokolenia.
Jakie są największe wyzwania i zalety pracy z żywym inwentarzem? Największym wyzwaniem jest odpowiedzialność – zwierzęta wymagają opieki codziennie, bez względu na pogodę czy święta. Trzeba reagować szybko, znać ich potrzeby, zauważać najmniejsze zmiany. Zalety? Bezdyskusyjnie – kontakt ze zwierzętami. Spokój, jaki dają, możliwość obserwowania ich w naturalnym środowisku i świadomość, że mają dobre życie. To daje ogromną satysfakcję. Dobrostan zwierząt to dla mnie coś więcej niż przepisy – to filozofia pracy. Zwierzęta muszą mieć przestrzeń, odpowiednie warunki, naturalną dietę, a przede wszystkim – spokój. U nas mają wybieg, pastwiska, czystą ściółkę, dostęp do wody i karmy bez dodatków chemicznych. Regularnie współpracujemy z weterynarzami i konsultujemy zmiany, by stale poprawiać warunki życia naszych zwierząt.
Czy zajmujecie się również przetwórstwem produktów zwierzęcych? Na ten moment nie, ale mamy to w planach. To naturalny krok w rozwoju naszego gospodarstwa – chcemy zwiększyć wartość dodaną, mieć większą kontrolę nad jakością końcowego produktu i skrócić drogę od pola do stołu.
Obecnie skupiamy się na bezpośredniej sprzedaży mięsa i produktów roślinnych – działamy wspólnie z innymi rolnikami w ramach „Pomorskiej Manufaktury Smaków” i jesteśmy obecni m.in. na Gdańskim Bazarze Natury. Cenię sobie bezpośredni kontakt z klientami – to daje możliwość rozmowy, poznania ich oczekiwań i budowania trwałych relacji.
Jak wygląda praca z maszynami rolniczymi? Najważniejsze maszyny w naszym gospodarstwie to ciągniki, prasy, siewniki i sprzęt do zbioru. Stale pracujemy nad unowocześnianiem parku maszynowego, bo nowoczesna technologia to ogromne wsparcie w codziennej pracy – zwiększa wydajność, oszczędza czas i paliwo, a także pozwala precyzyjniej działać w uprawach ekologicznych.
Maszyny często współdzielimy w rodzinie, co pozwala zoptymalizować koszty. Mimo to potrzebujemy nowych – nowoczesnych, precyzyjnych, opartych na tzw. technologii 4.0, które pozwolą nam jeszcze lepiej wykorzystywać potencjał gospodarstwa. Liczymy na dofinansowania z ARiMR, by móc te inwestycje zrealizować i dalej rozwijać nasze działania w duchu rolnictwa przyszłości.
Dlaczego zdecydowałaś się na rozwój własnego przetwórstwa? Chciałam być bliżej klienta, mieć kontrolę nad produktem końcowym i skrócić łańcuch dostaw. Przetwórstwo daje niezależność, większe możliwości finansowe i pozwala lepiej odpowiedzieć na potrzeby lokalnego rynku.
Skracanie łańcucha dostaw jest bardzo korzystne finansowo – nie tylko oszczędzamy, ale też zyskujemy bezpośredni kontakt z klientem. Dzięki dofinansowaniu z ARiMR stworzyliśmy konsorcjum, w ramach którego stale się rozwijamy i zwiększamy sprzedaż. To finansowanie otworzyło nam drogę, z której na pewno nie zejdziemy, bo – po prostu – współpraca się opłaca.
Działając razem, mamy dużo bardziej atrakcyjny asortyment – różnorodność produktów przyciąga klientów i przekłada się bezpośrednio na większą sprzedaż. Mamy do siebie pełne zaufanie i wymieniamy się jako sprzedawcy, dzięki czemu prowadzenie wspólnego miejsca sprzedaży jest znacznie mniej czasochłonne.
Jakie są największe wyzwania w sprzedaży własnych produktów? Jeśli chodzi o marketing, komunikację z klientami i promocję – w dużej mierze opieramy się na własnej inicjatywie i zaangażowaniu. Prowadzimy profil gospodarstwa w mediach społecznościowych, dzielimy się zdjęciami z pola, opisujemy, jak powstają nasze produkty. Bezpośredni kontakt z klientami – na targu czy podczas wizyt w gospodarstwie – buduje zaufanie i osobistą więź. Jednak aby dotrzeć dalej, potrzebujemy profesjonalnego marketingu i promocji – a to są zadania kosztowne. Nie stać nas na zatrudnienie agencji czy prowadzenie dużych kampanii. Staramy się pozyskać wsparcie z programów ARiMR i KOWR – na przykład w ramach „Poland Tastes Good” – ale na razie bez sukcesu.
Taka pomoc bardzo by nam się przydała, bo moglibyśmy pokazać nasze produkty szerszej publiczności i wypromować markę gospodarstwa poza najbliższą okolicą. Na razie działamy własnymi siłami, krok po kroku budując rozpoznawalność wśród lokalnej społeczności. Liczymy, że z czasem uda się zdobyć większe wsparcie na promocję.
Jak radzisz sobie z sezonowością? Planujemy z wyprzedzeniem – magazynujemy, przetwarzamy, robimy zapasy. Dzięki przetwórstwu możemy oferować produkty przez cały rok, niezależnie od sezonu. W sprzedaży pomaga nam także obecność na rynku lokalnym, bezpośredni kontakt z klientami oraz aktywność w mediach społecznościowych.
Co Twoim zdaniem jest najważniejsze w byciu rolniczką? Dla mnie najważniejsza jest odpowiedzialność – za zwierzęta, ziemię i ludzi, z którymi współpracuję. Rolnictwo to nie tylko zawód, to styl życia, który wymaga zaangażowania, serca i ciągłej gotowości do działania – niezależnie od pogody czy sytuacji.
To także umiejętność patrzenia daleko – planowania, przewidywania i podejmowania decyzji, które będą miały wpływ na przyszłość gospodarstwa.
W mojej pracy kluczowe są: szacunek do natury, uczciwość, odpowiedzialność i wspólnota. Rolnictwo ekologiczne i troska o dobrostan zwierząt to dla mnie nie puste slogany, ale codzienna praktyka. Uważam, że kobiety w rolnictwie wyróżniają się ogromną empatią, determinacją i wielozadaniowością – potrafimy łączyć pracę fizyczną z logistyką, sprzedażą, promocją i życiem rodzinnym. Kluczowe są odporność psychiczna, otwartość na naukę i gotowość do wprowadzania zmian. Kobieta w rolnictwie to często liderka, organizatorka i strażniczka jakości.
Co daje Ci największą satysfakcję z prowadzenia gospodarstwa? Największą satysfakcję daje mi świadomość, że tworzę coś wartościowego – zdrową żywność, którą doceniają klienci. Ogromną radość sprawia mi rozwój gospodarstwa, powiększająca się baza klientów i możliwość coraz szerszego przetwarzania u siebie.
Cieszy mnie też to, że działam w zgodzie z naturą i swoimi wartościami – to daje poczucie sensu. Radość daje mi kontakt ze zwierzętami, obserwowanie ich w naturalnych warunkach, kiedy są spokojne, zadbane i zdrowe. Motywują mnie też wspólne działania z innymi rolnikami – jak nasza obecność na Gdańskim Bazarze Natury w ramach projektów „Pomorska Manufaktura Smaków” i “Lokalnie i Funkcjonalnie”. Widzę, że wspólnie mamy siłę i możemy naprawdę coś zmienić. Współpraca się opłaca.
Jak łączysz tradycję z nowoczesnością w swoim gospodarstwie? Tradycja to dla mnie fundament – wartości, szacunek do ziemi, doświadczenie przekazywane z pokolenia na pokolenie. Ale nie boję się nowoczesności – wręcz przeciwnie. Wdrażamy innowacyjne technologie, automatyzujemy niektóre procesy, korzystamy z doradztwa i szkoleń.
W ramach projektów współpracy powstają nowe produkty, np. wspomniany naturalny izotonik. Zdarza się, że starsze pokolenie niechętnie podchodzi do zmian, ale staram się pokazywać korzyści i zachęcać własnym przykładem. Kobiety w moim otoczeniu są bardzo otwarte na innowacje – kreatywne, odważne i pełne pomysłów.
Jak godzisz pracę w gospodarstwie z życiem rodzinnym? To chyba największe wyzwanie – łączenie wielu ról. Każdy dzień planuję bardzo skrupulatnie, dzielę czas między pracę w gospodarstwie, dom, rodzinę i momenty dla siebie.
Mam ogromne wsparcie od bliskich – bez tego nie byłoby możliwe tak intensywne działanie. U nas podział obowiązków jest sprawiedliwy i partnerski – każdy wie, co do niego należy, i wspólnie dbamy o dom.
A jak dbasz o siebie? Codzienna praca jest wymagająca, dlatego staram się słuchać swojego organizmu. Regeneracja to dla mnie podstawa – dobry sen, ruch, zdrowe jedzenie i chwile tylko dla siebie.
Na stres najlepiej działa kontakt z naturą – wystarczy wyjść na pole, posłuchać ciszy, zobaczyć spokojne zwierzęta. Czasem potrzebuję się wyciszyć, innym razem – wygadać. Mam krąg zaufanych osób, z którymi mogę dzielić trudniejsze momenty.
Jakie wartości są dla Ciebie najważniejsze? Najważniejsze to uczciwość, szacunek, troska o środowisko i drugiego człowieka. Inspirują mnie kobiety, które mimo trudnych warunków tworzą swoją przestrzeń, nie boją się zmian i działają lokalnie – ale z globalnym myśleniem.
Ogromnym wsparciem są dla mnie rolniczki, które poznałam przy zakładaniu „Pomorskiej Manufaktury Smaków” – Basia i Gosia, które rozwijają ekologiczne sady. Myślę, że wzajemnie się motywujemy – dzielimy się doświadczeniem, pomysłami, sukcesami i trudnościami.
Hasło, które oddaje naszą relację: „Współpraca napędza motywację.” Chciałabym przekazać innym kobietom: warto być odważną, ufać sobie i nie bać się błędów – one też są częścią drogi. Rolnictwo to nie tylko fizyczna praca, to ogromne pole do rozwoju osobistego.
Jak rozwijasz swoje kompetencje jako rolniczka? Regularnie uczestniczę w szkoleniach, warsztatach i konferencjach – stacjonarnie i online. Najbardziej interesują mnie tematy związane z ekologią, przetwórstwem i innowacjami. Większość szkoleń organizuje Pomorski Ośrodek Doradztwa Rolniczego.
Uczę się także od innych rolników – rozmowy i wymiana doświadczeń to często największe źródło wiedzy. Dla mnie rozwój to proces ciągły – rolnictwo dynamicznie się zmienia, więc trzeba być na bieżąco.
Jakie są według Ciebie największe bariery w rozwoju kobiet w rolnictwie? Największą barierą bywa brak wiary w siebie – wiele kobiet ma ogromną wiedzę i intuicję, ale nie czuje się wystarczająco „eksperckimi”. Problemem są też nadmiar obowiązków i brak wsparcia w podziale pracy domowej.
Ważne są również kwestie finansowe – trudny dostęp do środków, niejasne procedury, brak doradztwa. Dlatego warto inwestować w edukację, sieci wsparcia i programy dedykowane kobietom.
Jak oceniasz swoją pozycję jako kobieta w rolnictwie? Czuję, że jestem traktowana z szacunkiem – zarówno przez klientów, jak i współpracowników. Zdarza się, że ktoś spojrzy z niedowierzaniem: „Pani rolniczka?” – wtedy odpowiadam czynami, nie słowami. Część gospodarstwa przejęłam po Tacie – jego nazwisko jest dobrze znane w branży. Ma silny charakter, zupełnie jak ja. Ludzie, którzy znali go wcześniej, wiedzą, że jestem jego córką – to budzi zaufanie i chęć współpracy.
Stereotypy są, ale powoli się zmieniają. Kobiety w rolnictwie są coraz bardziej widoczne, aktywne i przedsiębiorcze – i to cieszy.
Jaka Twoim zdaniem jest dziś rola kobiet na wsi? Zdecydowanie się zmienia – i to w dobrym kierunku. Kobiety są coraz bardziej aktywne zawodowo, przedsiębiorcze i odważne. Przejmujemy odpowiedzialność za gospodarstwa, inicjujemy nowe przedsięwzięcia, wdrażamy innowacje, tworzymy lokalne marki. Widzimy wartość w tym, co robimy, i przestajemy chować się w cieniu. Oczywiście, nadal jest wiele do zrobienia – potrzeba więcej wsparcia systemowego, szkoleń skierowanych do kobiet, łatwiejszego dostępu do finansowania i większego uznania naszej roli – nie tylko w rodzinie, ale i w gospodarce. Trzeba też przełamywać stereotypy – pokazywać, że kobieta w rolnictwie to nie wyjątek, tylko naturalna część tej rzeczywistości.
Czy współpracujesz z innymi kobietami prowadzącymi gospodarstwa? Tak, współpraca z innymi rolniczkami to dla mnie ogromna wartość. Wspólnie tworzymy inicjatywy, wspieramy się merytorycznie i emocjonalnie. Poznałam wiele wspaniałych kobiet dzięki projektom takim jak „Pomorska Manufaktura Smaków” czy „Lokalnie i Funkcjonalnie” – m.in. Basię i Gosię, które prowadzą ekologiczne sady, oraz moje siostry Renię i Justynę, które także prowadzą gospodarstwa. Tworzymy nieformalną sieć wsparcia – dzielimy się wiedzą, inspirujemy, wspólnie sprzedajemy. Te relacje dają siłę – realnie wpływają na to, jak działamy w gospodarstwach i społecznościach. To jedna z najpiękniejszych stron kobiecego rolnictwa – wspólnota, która nie rywalizuje, lecz się wzmacnia.
Jakie masz plany na przyszłość? Zawodowo i prywatnie chcę rozwijać się w zgodzie ze sobą – z ekologią, jakością i współpracą. Planuję rozbudowę gospodarstwa, inwestycje w nowoczesne maszyny, dalszy rozwój przetwórstwa – marzy mi się linia tradycyjnych produktów w nowoczesnej odsłonie.
Chciałabym też mocniej zaistnieć jako liderka wśród kobiet w rolnictwie – dzielić się doświadczeniem, wspierać inne rolniczki. Uważam, że kobiety mają ogromny potencjał i coraz więcej z nas potrafi łączyć tradycję z przedsiębiorczością.
Prywatnie – chcę zachować równowagę. Pragnę, by moja rodzina czuła się zaopiekowana, a dzieci dorastały w zdrowiu, z poczuciem bezpieczeństwa i dostępem do prawdziwej żywności. Marzę, by to, co robimy dziś, zaowocowało lepszą przyszłością – dla nas i dla kolejnych pokoleń.
Czy korzystasz z pomocy finansowej oferowanej przez ARiMR? Tak, korzystałam i nadal korzystam z różnych form wsparcia. Między innymi dzięki programowi wspierającemu tworzenie krótkich łańcuchów dostaw powstała „Pomorska Manufaktura Smaków”. Jako grupa „Lokalnie i Funkcjonalnie” otrzymaliśmy również wsparcie na stworzenie bazy do naturalnego izotoniku w ramach programu „Współpraca”.
Dodatkowo udało się uzyskać wsparcie na przetwórstwo w ramach KPO – również za pośrednictwem ARiMR. Bez tej pomocy rozwój gospodarstwa i wspólnych inicjatyw nie byłby możliwy.
Kto w Twoim gospodarstwie zajmuje się składaniem wniosków do ARiMR? Głównie ja – sama przygotowuję dokumentację, choć czasem korzystam z pomocy doradcy rolniczego. Początki były trudne, ale z czasem nabrałam wprawy.
Procedury są skomplikowane, ale możliwe do opanowania – wymagają dokładności i koncentracji. Najtrudniejsze bywają terminy, które często pokrywają się z najbardziej intensywnymi momentami sezonu – jak żniwa.
Po całym dniu pracy na polu czy w oborze trudno siąść wieczorem do komputera i pisać pisma do urzędów. Dlatego uproszczenie procedur i dostosowanie ich do realiów pracy rolnika jest bardzo potrzebne.
Czy programy ARiMR przyczyniły się do realnych zmian? Zdecydowanie tak – dzięki nim zmodernizowałam część infrastruktury, wprowadziłam nowe produkty, rozszerzyłam działalność. To nie tylko rozwój zawodowy, ale też zastrzyk pewności siebie i motywacji. Hasło „Współpraca się opłaca” ma dla mnie bardzo konkretne, również finansowe znaczenie. Działamy w zgodzie ze sobą, robimy to, co lubimy – i przynosi to wymierne korzyści. Wzajemne wsparcie w grupie sprawia, że prowadzenie wspólnego punktu sprzedaży jest mniej czasochłonne i łatwiej pogodzić obowiązki gospodarstwa z innymi aspektami życia.
Dziękujemy za rozmowę!
Uwaga, ciasteczka!
Pliki cookies wspomagają poprawne działanie naszej strony. Korzystając z naszej strony, akceptują Państwo politykę plików cookies . Szczegółowe informacje dotyczące możliwości wyrażenia, lub wycofania w dowolnym momencie zgody na stosowanie “Cookies” zawarte są w naszej Polityce prywatności.